Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wypad terenowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wypad terenowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lutego 2011

Założenie parkowo-dworskie w Grodziszczu


Założenie parkowo-dworskie w Grodziszczu zachowane w formie wydłużonego prostokąta przylega od południa do fosy okalającej z trzech stron ruiny dawnej renesansowej siedziby rycerskiej, być może dworu myśliwskiego wzniesionej w ostatniej ćwierci XVI wieku. W XIX wiecznej przybudówce od strony południowej umieszczono obok schodów niewielki taras widokowy z widokiem na park i otaczający krajobraz.

Najstarsza znana nazwa miejscowości Grotiscz pochodzi z 1302 r. Wieś i pałac w początkach XIV w. były własnością rodziny von Seidlitz, natomiast w XVI wieku właścicielami dóbr byli kolejno bracia Franciszek i Edward Pusch oraz Kacper Rackewitz. W końcu XIX w. wieś była własnością rodziny von Stosch aż do roku 1791. W XVIII wieku część wsi należała do kapituły głogowskiej. W 1866 r. wieś należała do Waldemara von Ko"llera, właściciela Chobieni. W okresie międzywojennym dobra były własnością państwa, zaś tuż przed 1945 r. właścicielem pałacu i pewno parku był niejaki Kru"ger, któremu poległemu w czasie ostatniej wojny potomkowi poświęcony jest pamiątkowy kamień z napisem zlokalizowany na terenie parku w pobliżu ruin dworu.

Grodziszcze pod względem rejonizacji fizyczno-geograficznej położona jest w makroregionie Wału Trzebnickiego mezoregionie Wzgórz Dalkowskich i w mikroregionie Wzgórz Polkowickich. Warunki siedliskowe w parku tworzą gleby brunatne wytworzone z glin zwałowych, pod drzewostanem w sąsiedztwie rowów i fosy występują gleby opadowo-glejowe, gleby charakterystyczne dla siedliska lasu wilgotnego.




Głównym elementem założenia parkowego jest usytuowana prawie na osi pałacu aleja dworska obsadzona najstarszymi liczącymi ok. 200 lat dębami szypułkowymi i młodszymi ponad 130-letnimi kasztanowcami białymi, lipami drobnolistnymi i sporadycznie grabami pospolitymi. Stare ok. 200-letnie dęby szypułkowe rosną również na grobli okalającej fosę od wschodu.

Wokół alei dębowej uformował się w wyniku sukcesji naturalnej młody drzewostan liściasty z dominującymi w składzie  gatunkowym olszami czarnymi, grabami pospolitymi, dębami szypułkowymi, wiązami polnymi, i lipami drobnolistnymi. W warstwie podszytowej gęsto występują krzewy derenia jadalnego, głogu jednoszyjkowego, leszczyny pospolitej, bzu czarnego, lilaka pospolitego, derenia świdwy i śnieguliczki białej oraz młode samosiewy drzewiaste odpowiadając składowi gatunkowemu górnego piętra drzewostanu.


 W warstwie runa najliczniej występuje pokrzywa pospolita, szczyr trwały, podagrycznik pospolity, glistnik jaskółcze ziele, zawilec gajowy, gajowiec żółty, niecierpek pospolity, śmiałek darniowy, prosownica rozpierzchła, kostrzewa oraz znajdujące się pod częściową ochroną kopytnik pospolity i bluszcz pospolity porastający ocienione partie runa i pnie drzew.


Park wpisany został do rejestru zabytków w dniu 08.07.1980r. pod nr 574/L. Aktualnie obiekt podlega rewitalizacji w oparciu o projekt zagospodarowania opracowany w 2005r. Zagospodarowaniu podlega część parku będąca we władaniu Gminy Grębocice.











niedziela, 24 października 2010

Leschkowitz

Miejscowość wywodzi się ze średniowiecznej osady rycerskiej. Usadowiła się przy - dziś nieczynnej - przeprawie odrzańskiej.

W 1910 roku miejscowość była zamieszkiwana przez 78 mieszkańców. Na przestrzeni lat nazwa miejscowości zmieniała się następująco: 1936 r. – Leschkowitz, 1936-1937 r. – Fähreichen, 1937-1945 r. - Nieder Fähreichen, ostatecznie w 1945 – Leszkowice.

Przy drodze do Piersnej mijamy skromny, barokowy pałac z połowy XVII wieku. Zbudowany dla rycerskiego rodu von Niebelschutz. Ciekawostką są rosnące w przypałacowym parku stare dęby – 6 z nich stanowi pomniki przyrody.

Na przełomie XIX i XX wieku, właściciel tutejszego majątku zbudował małą elektrownię wodną oraz rozległy system kanałów melioracyjnych nawadniających olbrzymie tereny leżące po lewobrzeżnej stronie Odry. Swoisty mikroklimat charakteryzujący się długim okresem wegetacyjnym, stosunkowo krótką i łagodną zimą, wczesną wiosną i suchą jesienią, sprawił że wykorzystano te warunki do olbrzymiej uprawy roślinnej i hodowli zwierzęcej. Zachowana infrastruktura hydrotechniczna spowodowała, że tuż po II wojnie światowej powstał tutaj Instytut Melioracji i Użytków Zielonych RZB Leszkowice, który to funkcjonował do14.VII.1976 roku, kiedy to na podstawie zarządzenia Ministra Rolnictwa powołano Warzywniczy Zakład Doświadczalny podległy Instytutowi Warzywnictwa w Skierniewicach. Zakład, który dziś już nie funkcjonuje, prowadził przez wiele lat poza działalnością gospodarczo-produkcyjną, działalność doświadczalną i wdrożeniowo-upowszechnieniową.

Pozostałości budynku elektrowni możemy podziwiać po dzień dzisiejszy. Widok z niego na zachodzące pośród pól słońce jest niesamowity.

Ciekawostką są rosnące w przypałacowym parku stare dęby – 6 z nich stanowi pomniki przyrody.

sobota, 23 października 2010

Willmansdorf - "Rüdiger"

Na wschodnim stoku Rosochy leży niewielka wieś Stanisławów, znana od XIV w. W 1381 r. kupił ją od Hansa Zedlitza klasztor w Lubiążu. Od wieków była związana z górnictwem, działały tu kopalnie rud miedzi i żelaza, wypalano wapno. Kopalnia żelaza "Wilcza" (jej hałdy widać wśród łąk między Rosochą a Stanisławowem) działała w roku 1858, ponownie w latach 1938-45 i po wojnie do 1957 r., po czym została zatopiona. Wydobywano tu głównie hematyt i syderyt. Do niedawna we wsi funkcjonowała głębinowa kopalnia barytu "Stanisławów", zlokalizowana na sąsiadującym z Rosochą od południowego-wschodu wzgórzu Kościelna (442 m). Złoże ma postać stromo zapadającej żyły o grubości 2-7 m, lokalnie do 10 m, przebijającej staropaleozoiczne łupki zieleńcowe i diabazy. Odkryto ją w 1954 r., a eksploatację rozpoczęto w 1957 r. Obecnie sięga ona głębokości 210 m.

Wzgórze Rosocha (464 m n.p.m.) - jeden z najwyższych szczytów Pogórza Złotoryjskiego. Wzniesienie wznosi się w północno-zachodniej części Wzgórz Złotoryjskich, w środkowo-północnej części Parku Krajobrazowego „Chełmy”. Wzgórze zbudowane ze skał metamorficznych należących do metamorfiku kaczawskiego. Środkowa część wzniesienia, stanowiąca część dawnego wulkanu, zbudowana z bazaltu mioceńskiego, otoczona jest łupkami i fyllitami starszego paleozoiku. Zachodnie zbocza zbudowane są ze skał osadowych górnego permu. Niższe partie zbocza przykrywają utwory soliflukcyjnych, a u podnóża występują osady glacjalne, fluwioglacjalne. Szczyt wzniesienia częściowo, porośnięty lasem liściastym, z niewielką domieszką drzew iglastych. Zbocza góry zajmują górskie łąki i nieużytki, miejscami występują kępy drzew liściastych. Ciągi drzew i krzaków, rosnące na zboczach wyznaczają dawne miedze i polne drogi.

Rosocha była od dawna uznanym punktem widokowym: już przed 1890 r. na wierzchołku stała gospoda i murowane 2-piętrowe schronisko z salą restauracyjną i tarasem widokowym. W okresie międzywojennym, po przejęciu władzy przez nazistów, na spłaszczeniu podszczytowym od strony wschodniej zbudowano niemiecką stację radiową, noszącej kryptonim "Rüdiger".

Jej przeznaczenie jest do dzisiaj niejasne i stanowi przedmiot sporu nie tylko historyków. Bez wątpienia, była ona ważnym ogniwem niemieckiego systemu łączności radiowej, a niewykluczone, że i radiolokacji. Prawdopodobnie Niemcy zajmowali tę placówkę jeszcze gdy w okolicach przebiegał front. Ze szczytu wzgórza mieli bowiem doskonały widok na toczące się w dole działania wojenne. Maszt został prawdopodobnie wysadzony w powietrze lub zdemontowany przez Rosjan.

W połowie lutego 1945 roku, Rosjanie przypuścili z kierunku południowego szturm na to wzgórze. Poprzedzony on był precyzyjnym ostrzałem artyleryjskim, co potwierdzają ruiny stacji. Zrównane z ziemią zostały obiekty koszarowe, ale konstrukcja głównej budowli, kryjąca urządzenia radiowe i zespoły agregatów w zasadzie nie została naruszona. Po kilkudniowych, i szczególnie zaciętych walkach, radiostacja padła. Jednak część sił niemieckich, rozlokowanych na pobliskich wzgórzach utrzymywała nadal zdolność bojową.

Zachowany do dzisiaj, układ transzei strzeleckich wokół Stanisławowa, wskazuje, że Niemcy przygotowani byli do obrony z kierunku północnego. Zaskoczeniem dla nich był zapewne sowiecki manewr oskrzydlający, skutkujący atakiem na ich tyły i szturmem na Willmannsdorf - od południa. Niewyjaśnione pozostają do dziś powody, tak zacięcie prowadzonej przez Niemców obrony, tych raczej nie mających strategicznego znaczenia, terenów. Zadziwia też fakt, że znajdująca się nieopodal, najnowocześniejsza wówczas w III Rzeszy (uruchomiona w 1939 roku) kopalnia rudy miedzi nosząca nazwę "Lena"), nie była broniona. Według relacji naocznych świadków - polskich robotników przymusowych, zatrudnionych w pobliskich wsiach, poddających się tu Niemców, Rosjanie nie brali do niewoli. Po wkroczeniu na Rosochę, Sowieci pośpiesznie rozmontowali całe wyposażenie obiektu i po przetransportowaniu do Jawora, dalej koleją, wysłali na wschód.

Do dzisiaj ziemia ta kryje wiele tajemnic, niezliczone szczątki obrońców i masę wojennego żelastwa. Proces rozminowania tych terenów trwał do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Świadczyć o tym mogą mapy sztabowe WP z tego okresu, na których zaznaczono tereny jeszcze zaminowane.

Przejeżdżając przez bramę, po obu stronach stały budynki koszarowe dla stacjonującej tu jednostki wojskowej. Po wojnie okoliczni mieszkańcy rozebrali ich pozostałości, wykorzystując je ponownie jako materiał budulcowy. Budynek koszarowy po prawej stronie (dziś nieistniejący) miał wejścia do piwnic. Ich skomplikowany układ pozwala przypuszczać że podziemia mogły prowadzić do innych obiektów na terenie radiostacji.

Budynek główny jedyny zachowany współcześnie, jest zbudowany na planie prostokąta do którego można wejść po kilku schodkach. Ma solidna konstrukcję żelbetową, w środku ściany działowe wykonane z ciemnoczerwonej cegły. Z tej samej cegły wykonana jest również elewacja. Budynek posiada duże okna. Po przejściu kilku schodków przechodzimy przez wąski korytarz  który rozchodzi się do kilku mniejszych pomieszczeń pomocniczych. Na wprost wejścia głównego rozciąga się największe pomieszczenie – hala główna w której na powierzchni około 100m2 mieściło się centrum dowodzenia. Świadczą o tym duże okna z których rozciąga się fantastyczny widok, oraz prostokątny otwór biegnący przez środek sali, w którym ułożone były kable do agregatów lub pomp w piwnicy. W pomieszczeniu tym mieściła się skomplikowana aparatura nadawczo-odbiorcza. Patrząc w górę, w suficie znajduje się małą galeryjka z umieszczonymi naprzeciwko siebie malutkimi okienkami. Uwzględniając jej około metrową wysokość można stwierdzić że był to jedynie świetlik.

Kiedy zejdziemy klatką schodową (znajdującą się w lewej części budynku) w dół znajdziemy się w pomieszczeniu w którego ścianie, poniżej poziomu podłogi ulokowany został otwór drzwiowy, który prowadzi wprost do podziemnego tunelu znajdującego się przed budynkiem głównym.. Jest to ogromna żelbetowa komora, podparta filarami i wzmocniona stalowymi kątownikami. Obecnie nie jest znane jej przeznaczenie.

Wracając do poziomu samej piwnicy – znajduje się tu pomieszczenie zlokalizowane dokładnie pod salą z dużymi oknami (tą na parterze). Do pomieszczenia tego schodziły właśnie kable instalacyjne, była to swego rodzaju „siłownia”. Na podłodze znajduje się sześć betonowych podstaw pod agregaty, ze ścian i sufitów sterczą pozostałości instalacji elektrycznej. Mniejsze pomieszczenia znajdujące się obok to również pomieszczenia pomocnicze. Łatwo zauważyć pozostałości łazienki, pryszniców i toalety. Co ciekawe niektóre pomieszczenia zachowały kolory ścian – prawdopodobnie zdobienia te są jednak powojenne i zostały stworzone przez Polaków użytkujących ten budynek.


Nieopodal budynku głównego znajduje się wiele pozostałości z dawnych czasów: zasypana studnia, spory kwadratowy basen,  oraz kopiec, skrywający głęboki na kilkanaście metrów zbiornik. Dokładnie nie jest znane przeznaczenie owego silosu, jednak prawdopodobnie był to zbiornik do chłodzenia lamp stopni mocy. Wiadomo jednak że jest w jakiś sposób połączony z którymś z pozostałych budynków (prawdopodobnie z budynkiem głównym radiostacji), gdyż w środku czuć podmuch powietrza.

Poniżej budynku radiostacji na zboczu wzgórza odnajdziemy pozostałości wkopanych w ziemię betonowych fundamentów, na których opierać się miała konstrukcja masztu. Nieopodal leżą solidne kamienne bloki z metalowymi kółkami, które służyły jako odciągi lin masztu. Jako ciekawostkę przytoczę wypowiedź internauty „Festung” z dnia 3.09.2010 r. opisującego możliwości radiowe ww. obiektu:

Na podstawie rozstawu pozostałych do dziś podstaw masztów antenowych wynoszący ~120 m można przypuszczać że była to radiostacja krótkofalowa. Przy założeniu, że gdyby anteną był dipol półfalowy, to częstotliwość pracy radiostacji wypadałby w dolnym zakresie krótkofalowym, tj. 2,5 ÷ 3 MHz. Zresztą przy każdej innej antenie typu drutowego (bo jakąż inną można by rozpiąć między masztami o ww. rozstawie?), częstotliwość jej pracy zawierałaby się w tym przedziale.


W tak niskim zakresie krótkofalowym nie pracowała (i nie pracuje) żadna radiofonia krótkofalowa, wykluczam zatem założenie, że obiekt mógł być jednym z setek niemieckich krótkofalowych nadajników radiofonicznych pracujących na potrzeby ministerstwa propagandy dra Goebbelsa, a skierowanych do zagranicznego słuchacza (zagranicznego, bo na skalach niemieckich Volksempfangerów nie było zakresu krótkofalowego, a w ogóle słuchanie w III Rzeszy radiostacji krótkofalowych było zabronione i surowo karane). Dalej: wspomniany zakres nie jest wykorzystywany raczej do dalekosiężnej łączności, w ciągu dnia zasięg stabilnego odbioru wynosi latem ok. 200 km do 300 km nocą (zimą odpowiednio 300 i 900 km). Warto jednak podkreślić fakt, że góra Rosocha ma szczególne własności propagacyjne, co zostało wielokroć udowodnione przez radioamatorów korzystających z tego miejsca do przeprowadzania łączności także w zakresach UKF - żadne inne okoliczne wzniesienie, nawet grubo wyższe, nie było tak przydatne jak Rosocha. Prawdopodobnie związane jest to z niską konduktancją ziemi, bo pamiętać należy, że wnętrzem góry są rozległe rudy żelaza i innych metali, których obecność ma zawsze decydujący wpływ na wybór miejsca na instalacje antenowe, w tym również odbiorcze. Proszę też zauważyć, że pół wieku temu "jakość" eteru była zdecydowanie korzystniejsza: moc 120 kW przedwojennej długofalowej radiostacji w Raszynie pozwalała na pokrycie zasięgiem całej Europy, zimą przyległych terenów północnej Afryki i Azji Środkowej, a nawet obu Ameryk. Dla uzyskania w latach 70. ub. wieku podobnego zasięgu, śp. radiostacja w Gąbinie musiała mieć moc bez mała 20 razy większą, bo aż 2 MW! Dzisiaj trzeba byłoby chyba kilkadziesiąt megawatów. Zresztą każdy może przekonać się sam o tym jak licha jest obecna przestrzeń radiowa - wystarczy posłuchać programu I Polskiego Radia nadawanego z Solca Kujawskiego. Może wcale nie było tak źle z zasięgiem i był akurat wystarczający? Niskie częstotliwości krótkofalowe zapewniają większą pewność łącza radiowego, choć o mniejszym zasięgu.

Zastanawiająca jest liczba nadajników ośrodka, a wynosi ona co najmniej 6. Na jednej ze ścian widać wyraźne do dzisiaj napisy zu Sender 5, zu Sender 6. To zagadka. Znane jest oczywiście urządzenie zwane sumatorem mocy, sumującym moc kilku nadajników, jednak jest kłopotliwe, trudne technicznie w latach 40., a poza tym jest stosowane w bardzo specyficznych rozwiązaniach. Bardziej skłaniałbym się do tezy, że nadajniki pracowały przemiennie na różnych częstotliwościach, wg jakiegoś algorytmu, w celach kryptażu przesyłanych informacji.

Kolejną sprawą jest hipotetyczna moc nadajników radiostacji: z wielkości komory stacji trafo i wielkości zbiornika do chłodzenia lamp stopni mocy radiostacji wnioskuję, że była duża, a oceniam ją na co najmniej kilkanaście - kilkadziesiąt kW. Zagadką jest sposób doprowadzania energii elektrycznej do obiektu - nie ma żadnego śladu linii kablowej czy napowietrznej.

Następną zagadką jest dochodzący do radiostacji sygnał modulujący. Nie ważne czy była telegrafia, Hellschreiber czy najzwyklejszy sygnał foniczny: zawsze musiał być gdzieś generowany i przesyłany. Przez kogo? Nie sądzę, żeby na miejscu był "mózg" całego przedsięwzięcia, zbyt skromne były obiekty ośrodka. Czyli kolejne pytanie: skąd? Następne: jaką drogą przesyłano tu sygnały? Radiolinią? Kablem telefonicznym? Przywożone nagrane na płytach lub szpulach znanych już drutofonów? Usytuowanie anteny powodowało, że promieniowała dokładnie w kierunku północ - południe. Kierunek południowy jest przesłonięty pasmem 
  
Sudetów z najwyższym: Karkonoszami. Przy niskich częstotliwościach radiowych góry wprowadzają tłumienność - Niemcy nie mogli tego pominąć. Zatem północ? Otwarta, bez przeszkód aż po najdalszy horyzont. Bałtyk? Jakby trochę za daleki. Berlin? Bez sensu, istniał wówczas pewny, stabilny system dalekosiężnej telefonii wielokrotnej. Łączność zapasowa? Podobne ośrodki zbudowano w Krotoszycach i pod Strzegomiem - może stanowiły jakąś logicznie powiązaną całość? Pewnym jest, że tajemnicę Rosochy i innych radiostacji zabrali ze sobą żołnierze zwycięskiej Armii Radzieckiej, wziąwszy ze sobą zdemontowane wyposażenie radiostacji.

poniedziałek, 27 września 2010

Tajemnice opuszczonego pałacyku

Pałac wzniesiono w ostatnich latach XVIII w. dla barona Ernsta Wolfganga von Rothkirch und Trach (ur. 1.VI.1769, zm. 15.XII.1832). Bardzo okazały, murowany, o klasycystycznej prostokątnej bryle charakteryzującej się harmonią i zrównoważoną kompozycją. Posiada dwa boczne skrzydła, jest trzytraktowy i dwukondygnacyjny z typowymi dla klasycystycznych budowli wysokimi oknami. Front budowli rozkłada się na południe, w kierunku parku. Pałac został wzbogacony o portyk kolumnowy, nad którym znajdował się niewielki taras widokowy. Wysokie schody wykonane z piaskowca zapraszały swym majestatem pałacowych gości do środka. 
       
         Przechodząc między kolumnami wzorowanymi na starożytnym greckim tympanonie nad głowami widzimy pozostałości zdobień i herbu rodzinnego. Schody, podobnie jak i portal zostały rozkradzione kilkanaście lat temu. Wchodzimy do korytarza, z którego można wybrać się w prawą stronę gdzie zobaczymy pozostałości po sali balowej. Zajmowała ona całe prawe skrzydło pałacu. Była dwukondygnacyjna, co w tamtym okresie było raczej rzadko spotykanym rozwiązaniem dolnośląskich dworków i pałaców. W sali bystre oko dostrzeże pozostałości pięknej podłogi wykonanej z masywnych dębowych desek. W kwadratowych wnękach wisiały obrazy, natomiast w bogato zdobionych wnękach łukowych stały zapewne różnego rodzaju figury i rzeźby. Widać również pozostałość po kominie i szybach wentylacyjnych, które rozprowadzały ciepłe powietrze po pałacowych komnatach. 
        Idąc głębiej, w prawym skrzydle na nieistniejącym dziś piętrze znajdowała się łazienka. Widzimy pozostałości po białych, ściennych kaflach i rurach kanalizacyjnych. Pałac, według danych archiwalnych, został podpalony w czasie działań wojennych. Wersje podpalenia są dwie. Jedna mówiąca o tym, że podpalili go wycofujący się Niemcy, druga zaś opowiada o splądrowaniu go przez żołnierzy Armii Czerwonej i podpaleniu. Osobiście skłaniam się do tej pierwszej. Dlaczego? O tym, kiedy indziej.. Wracając do samego pożaru – ewidentnie zostało podpalone najwyższe piętro, które wraz z palącym się dachem runęło na piętro poniższe zajmując je ogniem i również zawalając. Całość gruzu spadła na piwnice, które w większej mierze są zawalone lub zasypane. Dokładnie widać które części i piętra pałacu miały najwyższą temperaturę.

        Do niewielkiej części dostępnych dziś piwnic wchodzimy przez wejście, nad którym znajdowały się wspomniane wcześniej, skradzione schody z piaskowca. Wysokość piwnic to ok. 3m. Dostrzegamy tu różne okresy budowy lub modernizacji obiektu. Do budowy murów zostały użyte zarówno głazy jak i różne rodzaje cegieł. Ciekawostką jest pomieszczenie piwniczne po prawej stronie od wejścia, w którym znaleźliśmy pewne nieścisłości budowlane. W piwnicach można znaleźć wiele odkształconych resztek szkła i ceramiki, które świadczą o ogromnej sile żywiołu, który pochłonął całe piękno tego miejsca.

         Wychodzimy na zewnątrz do ogrodu i parku. Z inicjatywy Ernsta Wolfganga w okresie budowy pałacu założono wspomniany ogród ozdobny z tzw. dziką promenadą. Była to przestrzeń ogrodowa porośnięta naturalną gęstwiną drzew i krzewów z polanami i z siecią nieregularnych dróg spacerowych oraz miejscami wypoczynku w postaci ławy i altan. Promenada ta została powiększona na początku XIX wieku o park krajobrazowy. O założeniu parkowo-ogrodowym pisał pod koniec XVIII wieku znany śląski statystyk Friedrich Albert Zimmermann, że spośród ogrodów parkowych i kwiatowych ziemi chojnowskiej ten jest najbardziej godnym uwagi ze względu na swoją piękną, uderzającą w oczy, płasko ukształtowaną powierzchnią, powiązany licznymi alejami bukowymi z uroczymi łąkami. W XIX wieku kolejny właściciel majątku Erwin von Rothkirch und Trach postanowił założyć gospodarkę stawową i zbudować młyn wodny. Na stronie północnej pałacu znajduje się pozostałość stawu rybnego, często mylnie nazywanego fosą. 
         
         Po obu stronach pałacu znajdowały się dodatkowo dwie owalne sadzawki, wokół których ulokowane były zabudowania folwarczne. W 1863 r. na terenie zachodniego folwarku wzniesiono willę w szwajcarskim stylu, rozbudowaną później w 1892 roku. „Szwajcarska willa” była siedzibą dla wdów po panach majątku. Dziś po folwarkach możemy zobaczyć tylko resztki fundamentów. Zniknęły również jakiekolwiek ślady po zabudowaniach służby, pracowników folwarku i innych pomieszczeniach gospodarczych ulokowanych niegdyś wzdłuż drogi dojazdowej do pałacu. Całość została rozebrana przez okoliczną ludność i wykorzystana, jako materiał wtórny.

        Oglądając stary obraz z początku XIX wieku widzimy fontannę znajdującą się za ogromnymi platanami, w której pływają łabędzie. Dziś z fontanny pozostała jedynie głowica rozpryskująca strumień wody. Na zachodnim platanie klonolistnym znajdującym się przed wejściem do parku pozostały ślady wrośniętych w gałąź łańcuchów mocujących huśtawkę dla dzieci. Spacerując w głąb parku dostrzegamy dziwną budowlę z kamienia, przypominającą starodawny kamienny kopiec. Niestety okazuje się, że nie jest to ani żadne sekretne przejście do pałacu, ani inna tajemnicza budowla, a jedynie lodownia - miejsce, w którym zimą zgromadzony lód służył do przechowywania zapasów na kolejne pory roku, a przy okazji pełnił w parku architektoniczną funkcję romantycznych ruin.

          Jedną z parkowych dróżek udajemy się w kierunku lasku położonego w południowo-zachodniej części posiadłości. Znajduje się w nim cmentarz rodowy rodziny Hoffmann-Scholtz, dawnych właścicieli majątku. Administrację w skali powiatu sprawowali landraci, na Śląsku wybierani przez właścicieli dóbr szlacheckich danego terenu (spośród siebie) i mianowani przez króla. Landrat posiadał dwóch deputowanych powiatowych, wybieranych na sejmiku powiatowym. Był on urzędnikiem policyjnym, a jego władza obejmowała wsie i miasta, z wyjątkiem wyłączonych z powiatu. Landrat przewodniczył też sejmikom powiatowym (powołanym w 1827r.), których wąskie kompetencje samorządowe dotyczyły spraw komunalnych, w ramach obowiązujących przepisów. W roku 1863 Landratem był właśnie Karl Hoffmann-Scholtz. 
       Sytuacja majątku oraz pobliskiego kościoła pogorszyła się w momencie podniesienia się poziomu wód gruntowych, reszcie zniszczenia przyczynili się stacjonujący w latach czterdziestych XX wieku Niemcy, Czerwonoarmiści, a także poprzedni ustrój, pozwalały wpierw na rozkradanie niezabezpieczonych dóbr, oraz system współczesny, który zezwala na niszczenie i dewastację tego co pozostało.